Maniery to pierwszy krok do wielkiego świata. Od dziecka rodzice wpajali mi, trzy magiczne słowa:
proszę, dziękuję, przepraszam. Posługiwanie się tymi prostymi zwrotami zawsze wzbudzało sensację, zarówno wśród rówieśników jak i dorosłych. O ile dzieciaki patrzyły na mnie jak na dziwoląga z kosmosu (niestety cwaniactwo i buta wciąż są powodem do dumy młodych ludzi), tak dorośli rozpływali się w zachwytach nad takim ewenementem jak ja. ;-)
Jako mały bystrzak, już w tedy wiedziałam, że mogę tym wiele ugrać. Oczywiście w wieku nastoletnim często zaciskałam pięści i z szerokim
przyklejonym uśmiechem mówiłam "
przepraszam ale...".
Nieraz mojego rozmówcę po prostu zatykało. Nieraz też przekonywałam się, że na chamstwo i zadufanie w sobie nie ma rady... Chyba że użyje się supermocy jaką jest mózg. :-)
Ale wracając do manier. Każda kultura, każdy kraj ma swoje własne zasady savoir-vivre. Warto się z nimi zapoznać planując podróż.
A wszystko zaczyna się od takiego niby prostego "
Dzień dobry".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz