wtorek, 18 lipca 2017

NAJLEPSZA INWESTYCJA, TO INWESTYCJA W SIEBIE

- Hmmm... Cześć...? Mam na imię...yyyy...
No właśnie, od zawsze byłam nieśmiała. Czasy szklone to była udręka. Oczywiście miałam swój krąg przyjaciół, którzy akceptowali fakt, że jestem raczej małomówna i trochę jakby z innego świata.

Ten inny świat też trochę ukształtował moją osobowość i to co pokochałam w sobie, w innych ludziach i w życiu.
Jako odmieniec nie cierpiałam zajęć wychowania fizycznego  ani ruchowych gier zespołowych. A w przeciwieństwie do innych dzieciaków, rzadko kiedy się nudziłam, nawet sama ze sobą. Wciągnęło mnie rękodzieło w wielu formach. Przez lata praktyki mogę śmiało powiedzieć, że moje prace były i są na wysokim poziomie.
Tak też zaczęła się cała przygoda z budowaniem wizerunku Klasy-S.
Przede wszystkim jako osoba medialna musiałam świecić przykładem i nie zaliczać wpadek (choć jak na ironię wpadki potęgowały wzrost wskaźników zainteresowania). Ale najpierw trzeba było rozpocząć proces łamania nieśmiałości i wyjść z cienia.
Nie czułam się pewnie w towarzystwie, szczególnie: VIP-ów, polityków, celebrytów... Mogłabym wymieniać bez końca, a przecież to tacy sami ludzie jak ja czy ktokolwiek inny, z tym że ich kariery potoczyły się w tym kierunku jaki im nadali.

Dobrze pamiętam dzień, w którym rozpoczęłam pracę w szeroko rozumianej kulturze. Jeszcze tego samego dnia skierowałam się do księgarni po poradnik savoir-vivre.

Po przeczytaniu kilku pierwszych rozdziałów, okazało się że moi rodzice wykonali kawał dobrej roboty tłukąc do głowy to , co jak się później okazało było kluczem do do wielkiego świata.
Poziom zaawansowany "sztuki życia" miałam zaliczony na piątkę - zarówno w teorii jak i praktyce.
Także budowanie wizerunku Klasy-S okazało się nie być takie nieosiągalne.
PO PIERWSZE: MANIERY
Momentalnie moje poczucie wartości podskoczyło o jeden punkt.
Nieśmiałość niestety pozostała...

 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz