piątek, 7 lipca 2017

Mocne wejscie

Nie inspiruję się zupełnie niczym. Nie zamierzam zostać koleją Kasią T. (mimo, że chętnie zaglądam na jej bloga). :)
Opolską gwiazdeczką już byłam. Spadłam i się spaliłam.
Kilka miesięcy temu, ktoś kogo kocham, złamał mi serce i duszę. W międzyczasie zaczęły z nich wypływać najczarniejsze i najbardziej obrzydliwe rzeczy, o których nie miałam najmniejszego pojęcia. Tak stałam się regularnym pacjentem. Psychiatra i terapeuta i tak w kółko. Straciłam sens życia. Teraz chodzę na terapię i odkrywam siebie od początku.

Te wpisy na pewno nie będą dotyczyły budowania "nowej mnie" ani nie będą zawierały haseł typu: "możesz wszystko", "jestem świetna, bo tak właśnie o sobie myślę".


Brutalnie-realnie, po prostu życie.

Jak już pisałam wcześniej, opolską gwiazdeczką już byłam. Mogłabym opisać się jako osoba pełna skrajności. Urocza, skromna, o wielkim sercu i wielkiej pasji. Jednocześnie wytrwała i ambitna cholera. Też taka podstrzelona cizia, dla której nie było słowa "niemożliwe". Torebeczka, szpileczki i outfitt w swoim stylu.

Popełniłam wiele gaf, nawet na arenie międzynarodowej.

Nauczyły mnie bardzo wiele.
Myślę, że radzę sobie całkiem dobrze jeśli chodzi o wywieranie dobrego wrażenia i pozytywny odbiór mojej osoby podczas oficjalnych spotkań, wyjść z przyjaciółmi czy wdrażaniu w życie codzienne przesłanek wynikających z tradycji, w której zostałam wychowana.

Nie zawsze tak było... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz