piątek, 15 września 2017

(NIE)DZIEŃ DOBRY...

... czyli wszystko co musisz wiedzieć kiedy chcesz by Cię ignorowano i uważano za zwykłego "wsioka".

POZIOM TRUDNOŚCI BY OSIĄGNĄĆ ZAMIERZONY EFEKT: -100

Niema się co oszukiwać, każdemu z nas zdarzyło się to co najmniej raz. Mi też.

Kluczową rolę odgrywają tu przekazy niewerbalne. Myślę, że warto byłoby je też przećwiczyć. Ja niestety tak mam, że wszystko co czuję i myślę mam wprost wypisane na twarzy. Jeśli nie wiesz o czym mówię, to spróbuj podejść do osoby, która Cię nie lubi. Na pewno czujesz na odległość, że coś Cię hamuje. Można porównać to do czytania w myślach.

Zacznij od tego, swoją postawą pokaż: "nawet nie próbuj się zbliżyć". Stań w lekkim rozkroku rozkładając ciężar ciała na obie nogi. Najlepiej, spleć ramiona krzyżując je ze sobą i w myślach "rzucaj mięsem" w kierunku swojej ofiary. Twoja twarz automatycznie przybierze taki grymas, że... lepiej do Ciebie nie będzie podchodzić.

A jak zrobić to w bardziej wyrafinowany sposób? Oto kilka przydatnych tip'ów. ;)
- Nie odwzajemnij zdecydowanego uścisku dłoni,
- Nie patrz w tym czasie rozmówcy prosto w oczy, jeszcze lepiej odwróć głowę ostentacyjnie dając znać, że wszystko dookoła jest ważniejsze niż człowiek stojący naprzeciwko Ciebie,
- Jeśli siedzisz, siedź dalej.

To wszystko jest oczywiście prostsze do wykonania niż się wydaje. Pytanie brzmi: czy warto?
Moim zdaniem - nie (przynajmniej nie w sferze zawodowej). Takie negatywne zdanie krąży dłużej niż nam się wydaje, a co gorsza taka opinia może przyciągnąć do nas partnerów biznesowych o podobnym poziomie chamstwa. No i pozamiatane.

A w sferze prywatnej? Miałam jakiś czas temu sytuację gdy przedstawiono mi obecną partnerkę, mojego ex. Uważam, że zachowałam się z klasą. Podałam rękę, i grzecznie się przywitałam. Ale ze swojej strony nie zrobiłam nic by potrzymać rozmowę (kamienna twarz). Bez chamstwa ani sztucznej sympatii (oj nawet nie wiecie jak bardzo można to wyczuć) przeprosiłam zebrane osoby i wyszłam do toalety. Wyłam w kabinie przez ponad godzinę...

A Waszym zdaniem jak powinno się zachować w takiej sytuacji?




środa, 26 lipca 2017

DZIEŃ DOBRY

O ile pierwsze wrażenie na danej osobie możesz zrobić tylko jeden jedyny raz, tak sprawa z witaniem się jest znacznie uproszczona. Jedna (druga, trzecia, a nawet n-ta) wpadka to nie powód do załamywania rąk. Problem zaczyna się wówczas gdy nie wyciągasz wniosków, a swoją postawą pokazujesz ignorancję w stosunku do osoby, którą spotykasz.



Najprostsze w budowaniu wizerunku Klasy-S okazało się uściśnięcie dłoni. A ponieważ lubię wyzwania zaczęłam "trenować" na osobie, która chciała mnie zdominować. Gdy po kolejnym powitaniu ów człowiek z zaskoczeniem wpadł w popłoch (co zdradziła mi jego mowa ciała, a też zachęcam by zgłębić się w temacie niewerbalnych przekazów), jedyne co zrobiłam to szeroko się uśmiechnęłam.

Tak za pomocą prostego gestu zbudowałam coś na wzór wysoko ustawionej poprzeczki. ;-)
No może trochę przesadziłam ale faktem jest, że zaczęto doszukiwać się we mnie jednocześnie i dobrego partnera zawodowego i wartościowego konkurenta w drodze do osiągnięcia sukcesu.

  • Koniecznie wstań!!! Delikatnie odsuń krzesło - nie szuraj jak dzieci w szkole, które usłyszą dzwonek na przerwę - to nie wyścigi.
  • Jeśli okoliczności nie pozwalają ci wstać, lekko unieś się z krzesła czy sofy w trakcie powitania.
  • Stanowczo uściśnij dłoń rozmówcy (nie miażdżąc jej przy tym), patrz prosto w oczy.
Te kilka prostych ruchów to taki wstęp, dzięki któremu okażesz rozmówcy szacunek i utwierdzisz go w przekonaniu, że traktujesz go na równi z tobą. 
Uwierz mi - to działa.

Jak potoczy się spotkanie to już całkiem inna historia - w końcu zdarzyć może się wszystko ale ty już jesteś pewien, że stoisz o jeden stopień wyżej...




środa, 19 lipca 2017

MANIERY

Maniery to pierwszy krok do wielkiego świata. Od dziecka rodzice wpajali mi, trzy magiczne słowa: proszę, dziękuję, przepraszam. Posługiwanie się tymi prostymi zwrotami zawsze wzbudzało sensację, zarówno wśród  rówieśników jak i dorosłych. O ile dzieciaki patrzyły na mnie jak na dziwoląga z kosmosu (niestety cwaniactwo i buta wciąż są powodem do dumy młodych ludzi), tak dorośli rozpływali się w zachwytach nad takim ewenementem jak ja. ;-)

Jako mały bystrzak, już w tedy wiedziałam, że mogę tym wiele ugrać. Oczywiście w wieku nastoletnim często zaciskałam pięści i z szerokim przyklejonym uśmiechem mówiłam "przepraszam ale...".


Nieraz mojego rozmówcę po prostu zatykało. Nieraz też przekonywałam się, że na chamstwo i zadufanie w sobie nie ma rady... Chyba że użyje się supermocy jaką jest mózg. :-)

Ale wracając do manier. Każda kultura, każdy kraj ma swoje własne zasady savoir-vivre. Warto się z nimi zapoznać planując podróż.
A wszystko zaczyna się od takiego niby prostego "Dzień dobry".

wtorek, 18 lipca 2017

NAJLEPSZA INWESTYCJA, TO INWESTYCJA W SIEBIE

- Hmmm... Cześć...? Mam na imię...yyyy...
No właśnie, od zawsze byłam nieśmiała. Czasy szklone to była udręka. Oczywiście miałam swój krąg przyjaciół, którzy akceptowali fakt, że jestem raczej małomówna i trochę jakby z innego świata.

Ten inny świat też trochę ukształtował moją osobowość i to co pokochałam w sobie, w innych ludziach i w życiu.
Jako odmieniec nie cierpiałam zajęć wychowania fizycznego  ani ruchowych gier zespołowych. A w przeciwieństwie do innych dzieciaków, rzadko kiedy się nudziłam, nawet sama ze sobą. Wciągnęło mnie rękodzieło w wielu formach. Przez lata praktyki mogę śmiało powiedzieć, że moje prace były i są na wysokim poziomie.
Tak też zaczęła się cała przygoda z budowaniem wizerunku Klasy-S.
Przede wszystkim jako osoba medialna musiałam świecić przykładem i nie zaliczać wpadek (choć jak na ironię wpadki potęgowały wzrost wskaźników zainteresowania). Ale najpierw trzeba było rozpocząć proces łamania nieśmiałości i wyjść z cienia.
Nie czułam się pewnie w towarzystwie, szczególnie: VIP-ów, polityków, celebrytów... Mogłabym wymieniać bez końca, a przecież to tacy sami ludzie jak ja czy ktokolwiek inny, z tym że ich kariery potoczyły się w tym kierunku jaki im nadali.

Dobrze pamiętam dzień, w którym rozpoczęłam pracę w szeroko rozumianej kulturze. Jeszcze tego samego dnia skierowałam się do księgarni po poradnik savoir-vivre.

Po przeczytaniu kilku pierwszych rozdziałów, okazało się że moi rodzice wykonali kawał dobrej roboty tłukąc do głowy to , co jak się później okazało było kluczem do do wielkiego świata.
Poziom zaawansowany "sztuki życia" miałam zaliczony na piątkę - zarówno w teorii jak i praktyce.
Także budowanie wizerunku Klasy-S okazało się nie być takie nieosiągalne.
PO PIERWSZE: MANIERY
Momentalnie moje poczucie wartości podskoczyło o jeden punkt.
Nieśmiałość niestety pozostała...

 
 

piątek, 7 lipca 2017

Mocne wejscie

Nie inspiruję się zupełnie niczym. Nie zamierzam zostać koleją Kasią T. (mimo, że chętnie zaglądam na jej bloga). :)
Opolską gwiazdeczką już byłam. Spadłam i się spaliłam.
Kilka miesięcy temu, ktoś kogo kocham, złamał mi serce i duszę. W międzyczasie zaczęły z nich wypływać najczarniejsze i najbardziej obrzydliwe rzeczy, o których nie miałam najmniejszego pojęcia. Tak stałam się regularnym pacjentem. Psychiatra i terapeuta i tak w kółko. Straciłam sens życia. Teraz chodzę na terapię i odkrywam siebie od początku.

Te wpisy na pewno nie będą dotyczyły budowania "nowej mnie" ani nie będą zawierały haseł typu: "możesz wszystko", "jestem świetna, bo tak właśnie o sobie myślę".


Brutalnie-realnie, po prostu życie.

Jak już pisałam wcześniej, opolską gwiazdeczką już byłam. Mogłabym opisać się jako osoba pełna skrajności. Urocza, skromna, o wielkim sercu i wielkiej pasji. Jednocześnie wytrwała i ambitna cholera. Też taka podstrzelona cizia, dla której nie było słowa "niemożliwe". Torebeczka, szpileczki i outfitt w swoim stylu.

Popełniłam wiele gaf, nawet na arenie międzynarodowej.

Nauczyły mnie bardzo wiele.
Myślę, że radzę sobie całkiem dobrze jeśli chodzi o wywieranie dobrego wrażenia i pozytywny odbiór mojej osoby podczas oficjalnych spotkań, wyjść z przyjaciółmi czy wdrażaniu w życie codzienne przesłanek wynikających z tradycji, w której zostałam wychowana.

Nie zawsze tak było...